Szukaj

Czego uczy nas pandemia?

Kiedy ostatnio mogliście sobie pozwolić na to, by usiąść i po prostu nic nie robić? By wypatrywać błędnym wzrokiem przez okno i obserwować przejeżdżające auta? Nie ukrywajmy, ale nie każdy na kwarantannie rozwija pasje i robi coś wartościowego i to też jest w porządku. Każdy z nas prowadził inne życie przed epidemią i inne będzie prowadził teraz, w czasie przymusowego zamknięcia w domu. Zastanawiając się nad tym jak wyglądało moje życie "przed", mogę z łatwością określić je jednym słowem: szybko (wypchane po brzegi pracą, planowaniem i wiecznym brakiem czasu).


Możecie się ze mną zgadzać lub nie, ale głęboko wierzę, że w życiu nic nie dzieje się przypadkowo i mimo tego, że początkowo zawsze jesteśmy pewni, że sytuacja jest patowa, nic nam nie wychodzi i wszystko się sypie to koniec końców, po każdej burzy wychodzi słońce. Wtedy często zdajemy sobie sprawę, że gdyby nie tamta sytuacja, to nie poznalibyśmy kogoś / coś by się nie zadziało, co ostatecznie pozytywnie wpłynęło na nasze życie. Jednym słowem, życie jest jak sinusoida i gdy świat kładzie nam kłody pod nogi, musimy starać się je przeskoczyć, a wszystko w końcu się ułoży.


Takie rozumowanie przekładam również na teraźniejszy stan pandemii i izolacji. Uważam, że obecna sytuacja jest odgórnym, niemówionym nakazem wniesienia pewnych zmian w naszych życiach. W żaden sposób nie chcę bagatelizować problemu rozprzestrzeniającej się choroby, kryzysów finansowych (które również mnie dotyczą) i rosnącego strachu o bliskich, zwłaszcza w podeszłym wieku. Niemniej jednak w każdej sytuacji warto trzymać się pozytywnych stron, niż emocjonalnie wpadać w dół, z którego ciężko nam się będzie potem wydostać słysząc zewsząd informację o kolejnych nakazach, zakazach, statystykach i wszystkich innych wiadomościach o koronawirusie.


Co dobrego przyniósł nam wirus?

Część z Was pewnie zaraz się oburzy na powyższe pytanie. "Ludzie umierają, tracą prace, firmy bankrutują, egzaminy w szkołach i na uczelniach zostają odwołane, a ona mówi o pozytywach?" Hej! Tylko, że każdy z nas znalazł się teraz w trudnej sytuacji. Również ja ( bez pracy, bez większych oszczędności), a jednak zamiast się zamartwiać próbuje żyć dalej i nie tracić pozytywnego ducha . Pomyślcie chociażby o tym, co by było, gdyby to wszystko zdarzyło się 20-30 lat temu, kiedy technologia nie była tak rozwinięta? Kiedy nie istniał Netflix, Facebook, Skype, Facetime czy inne komunikatory do video rozmowy, dzięki którym z łatwością możemy nie tylko rozmawiać z bliskimi, ale również ich widzieć będąc gdziekolwiek na świecie. Czasy, w których się znaleźliśmy dają nam masę możliwości (zarówno do rozrywki czy rozwoju osobistego) i zdecydowanie powinniśmy to doceniać, a nie narzekać na to, że już wszystko obejrzeliśmy na Netflix'ie!


A skoro mowa już o wdzięczności, kilka dni temu, z racji nowego rozporządzenia wyszłam w końcu z domu i pojechałam autem do Parku Kampinoskiego, żeby wypełnić płuca czymś innym niż miejskie powietrze. Na same wspomnienie tamtej chwili cieszę się jak dziecko, jakbym była małym, zniewolonym zwierzątkiem, które ktoś w końcu uwolnił z klatki... Świeże powietrze, szum liści, śpiew ptaków - przyswajałam to z najwyższą starannością, by po powrocie do domu móc wracać myślami do tego pięknego, spokojnego miejsca. Gdy teraz tak o tym myślę, nie mogę sobie przypomnieć sytuacji, w której spacer po lesie napawał mnie aż taką radością. W życiu "przed" wyjazd do Kampinosa byłby miłą rozrywką, ale jestem pewna, że nie doceniłabym go tak jak teraz. "Cieszmy się z małych rzeczy" jak śpiewa Sylwia Grzeszczak - tak proste i tak prawdziwe, zwłaszcza na miarę obecnej sytuacji. Niezależnie, czy jest to wyjście z psem do parku, słońce świecące za oknem, udany wypiek chlebka bananowego czy godzinna rozmowa z mamą, na którą normalnie nigdy nie mamy czasu. Doceniajmy każdy mały szczegół!


To przykre, ale w codziennym, zabieganym życiu często zapominamy o pielęgnowaniu przyjaźni czy telefonie do babci i dziadka. Teraz, gdy życie zwolniło powinniśmy się zastanowić, czy naprawdę odpowiadał nam sposób, w który żyliśmy? Być może warto się trochę przewartościować i poświęcić więcej czasu bliskim, rodzinie, o której często zapominamy wyfruwając z gniazda, a nasze kontakty ograniczają się najwyżej do cotygodniowych telefonów i spotkań świątecznych. Być może Wasza ciocia przesiaduje całymi dniami sama w mieszkaniu, a przyjaciółka cierpi z powodu przymusowej separacji z ukochanym, z którym jeszcze nie mieszka. Teraz, bardziej niż kiedykolwiek możemy skupić się na bliskich, zaczęć spędzać z nimi więcej czasu (nawet jeżeli jest to tylko kontakt telefoniczny) i budować więzi. Życie jest kruche i nigdy nie wiemy kiedy nas zabraknie na tym świecie. Warto celebrować każdą możliwą chwilę z rodziną i przyjaciółmi i wspierać się nawzajem w tych trudnych czasach. Żyjmy chwilą, tu i teraz, bo "życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz..." i jak to wszystko się dalej potoczy.


Przełamując trochę ten refleksyjno-nostalgiczny nastrój, w który powędrował ten post, chciałabym na koniec przytoczyć jeszcze zabawne stwierdzenie, które gdzieś ostatnio przeczytałam:


"Po kwarantannie wszyscy możemy iść do Masterchefa".


Nie da się ukryć, ale dużo z nas siedząc w domach powędrowało do kuchni, zaczęło eksperymentować lub nawet po raz pierwszy mieć styczność z gotowaniem, a to wszystko właśnie dzięki sytuacji, w której się znaleźliśmy i która poniekąd zmusiła nas do tego. Osobiście uważam, że jest to bardzo pozytywne zjawisko, dzięki temu wiele osób przyoszczędzi na obiadkach jadanych wcześniej na mieście, posiądzie nowe umiejętności czy zintegruje się z rodziną przy wspólnym gotowaniu.


Jest naprawdę wiele pozytywnych rzeczy, które możemy wynieść z czasu pandemii i pomimo otaczającej nas, trudnej rzeczywistości właśnie na takich rzeczach powinniśmy się koncentrować i powoli przystosowywać się do nowej rzeczywistości.


Copyright © 2020 All Rights Reserved : dominikazajczuk.com