Szukaj

Wszechstronne zainteresowania - znam się na wszystkim, czyli na niczym?

Czy kiedykolwiek zadawaliście sobie pytania "Co ja właściwie umiem robić?" lub "Czy jestem w czymś w ogóle dobra?". Jeżeli odpowiedź jest twierdząca, to zachęcam do czytania dalej, bowiem ja również zadawałam sobie te pytania od wielu lat i chyba w końcu znalazłam prawidłową odpowiedź.



Jeżeli jednak na powyższe pytania ktoś z Was odpowiedział "Nie... o co Ci w ogóle chodzi?", to muszę przyznać, że odrobinę zazdroszczę, chociaż zastanawia mnie jak to jest możliwe, bowiem niepewność co do własnych umiejętności to rzecz ludzka i występuje co jakiś czas u każdego. W szczególności w dzisiejszych czasach, w erze Internetu i Instagrama, gdzie każdy porównuje się do każdego, a to automatycznie powoduje, że zaczynamy kwestionować, czy jesteśmy "wystarczający".


Osobiście jestem jedną z tych osób, które wielokrotnie zastanawiały się jakie mają zdolności / talenty i czy mogą nazwać się ekspertem w jakiejś dziedzinie. Kiedyś, chyba jakoś w okresie liceum stworzyłam nawet listę, na której wypisałam wszystkie swoje mocne strony i istotne umiejętności.

Przyglądając się tej zapisanej kartce przez chwilę zaczęłam wierzyć, że w sumie dużo już w życiu osiągnęłam, dużo umiem, mam wiele pasji, mogę różnorodnie się rozwijać. Wystarczyło jednak kilka minut i telefon, a właściwie Instagram, który zaczęłam przeglądać, by moje dobre samopoczucie i pozytywne myśli zaczęły się ulatniać, aż zostały całkowicie zastąpione porównywaniem się do innych:"Jakbym w tym była dobra, to byłabym tam gdzie osoba X, którą obserwuję. A osoba Y już tyle osiągnęła, a jest dwa lata młodsza ode mnie...", "A Baśka to od zawsze wiedziała, że chce być lekarzem, a Zośka flecistką i będzie grać kiedyś w Orkiestrze Narodowej"

A co będę robić ja?


Kilka lat później, kończąc studia na produkcji filmowej, na których znalazłam się właściwie przez przypadek (ale to historia na kiedy indziej) wydawało mi się, że to jest TO! Zawód, w którym się odnajduję i jak słyszałam od innych "nadaję się do tego" oraz "jestem w tym świetna". Jak sobie wyobrażacie mając taki pozytywny feedback od osób trzecich moja samoocena poszybowała do góry, niewątpliwie uwierzyłam w siebie i zaczęłam szukać pracy w branży filmowej. Jak się okazało, nie było to wcale takie trudne. Mając już kilka pozycji w swoim CV, które realizowałam w trakcie studiów, wszelkiego rodzaju staże i praktyki spowodowały, że byłam całkiem atrakcyjnym absolwentem w oczach Pracodawców. Tak dostałam się do domu produkcyjnego, który realizował programy telewizyjne, głównie dla TVN Style. Dużo się nauczyłam i rozwinęłam, jednak nie zagrzałam tam długo miejsca. Czułam, że mogę być lepsza, mogę więcej zarabiać i zajmować wyższe stanowisko, bo przecież znajomi po fachu w moim wieku lub młodsi pracowali przy lepszych programach, przy filmach fabularnych cenionych reżyserów lub w branży reklamowej, w której docelowo sama chciałam się znaleźć (ekhm... przypominam, że dopiero co skończyłam studia!). I w końcu się udało. Branża reklamowa! Cieszyłam się jak dziecko, zrobiłam kilka projektów jako asystentka produkcji i... zaczęłam mieć wątpliwości. Czy naprawdę to chciałam robić? Właściwie pracuję za biurkiem, za którym nigdy nie chciałam się znaleźć. Miało być dynamicznie i kreatywnie, miałam czuć się spełniona, więc czemu czuję, że coś jest nie tak? Było to rozczarowujące, że zawód, w którym miałam się spełniać i być szczęśliwa nie sprawia, że taka jestem. Żebyście nie zrozumieli mnie źle - uwielbiam pracę w tej branży, pomimo wielu wad, które ma, a o których człowiek na początku nie myśli. Ale czy jest to profesja, którą chciałabym wykonywać do końca życia? Chyba właśnie nie...


Odkąd miałam trzynaście lat, a może nawet i mniej wielokrotnie zmieniałam swój wymarzony zawód. Początkowo, miałam być dziennikarką, chciałam pracować w radiu (miałam nawet 3-letnie doświadczenie w lokalnej rozgłośni dziecięco- młodzieżowej, która już niestety nie istnieje). Później - w telewizji (ponieważ od zawsze miałam parcie na szkło), następnie zmiana o 180 stopni i plan otwarcia kawiarni i bycia cukiernikiem (wtedy też założyłam bloga kulinarnego, który przepadł razem z wyjazdem na studia do Warszawy). Pomiędzy tym wszystkim były też pomysły bycia artystką (jako dziecko brałam udział w wielu konkursach plastycznych i zdobywałam sporo nagród), aktorką (chodziłam kilka lat na zajęcia teatralne), piosenkarką (to akurat szybko minęło - uwielbiam śpiewać, ale nie mam do tego zupełnie talentu).

Wszechstronność to słowo, które dobrze mnie opisuje, bowiem lubię i potrafię wiele rzeczy, ale nigdy nie czułam, żebym w czymkolwiek była idealna.



Ale właściwie czemu mam być idealna?


Zawsze czułam, że nie umiejąc się ukierunkować w żadną stronę jest coś ze mną nie tak, że to moja wada. I pewnego dnia natrafiłam na podcast Okuniewskiej "Dziewczyny z sąsiedztwa". Był to wywiad z Natalią Kusiak, dziewczyną mającą rozległe zainteresowania, z którą utożsamiłam się już po kilku minutach myśląc "Przecież ja mam tak samo!" Jest to dziewczyna, która sama o sobie mówi żartobliwie: "Czego ja nie robiłam", ale jednocześnie dodaje, że frustruje ją, że nie ma tego jednego przymiotnika dla siebie. Na co Okuniewska reaguje:

"A to super, bo jesteś takim człowiekiem renesansu, bo z każdym możesz o czymś porozmawiać. To jest świetne. (...)Ja też tak myślałam, że nie mam motywacji albo jestem taka nijaka, bo w sumie to nie wiem co ja tak naprawdę lubię robić i co mnie interesuje, a później się okazuje, że (...) z każdym znajdziesz jakiś język i nić porozumienia, bo o wszystkim możesz się wypowiedzieć. To jest super."

I to było takie wow! Te słowa pojawiły się koło 2-3 minuty podcastu i zostały ze mną już do samego końca. Zaczęłam o tym myśleć, zaczęłam to analizować i nagle, jak za dotknięciem magicznej różdżki zdałam sobie sprawę, że ta wszechstronność to mój atut, a nie wada. Że wcale nie muszę rozwijać się tylko w jednym kierunku i być perfekcyjna tylko w jednej dziedzinie. Dotarło do mnie, że mogę spełniać się we wszystkim po trochu, próbować wciąż nowych rzeczy, mimo iż jeszcze niedawno myślałam, że tak nie może być, że mam prawie 24 lata i wciąż nie wiem co chcę robić przez resztę życia. I prawdopodobnie nigdy nie będę wiedzieć! Jestem osobą, która czuje się szczęśliwa właśnie wtedy, gdy próbuje nowych rzeczy, gdy nie zamyka się na jeden kierunek. Nie lubię rutyny i zawsze o tym wiedziałam, a teraz tym bardziej upewniłam się, że mogę jej nie lubić, mogę nie mieć zaplanowanego życia na pięć lat w przód i to jest w porządku.

Te kilka słów, które usłyszałam w tym podcaście sprawiły, że poczułam ulgę, zeszła ze mnie presja, którą sama na sobie wywierałam, potrzeba bycia perfekcyjną, idealną, skoncentrowaną tylko na jednym kierunku.



Oświecenie, którego wtedy doznałam spowodowało, że postanowiłam ponownie ruszyć z blogiem, tylko tym razem wielotematycznym. I właśnie czytacie mój pierwszy post.

Będę tu publikować wszystko, czym się interesuję i co mnie pasjonuje. Chciałabym, żeby to była moja kreatywna przestrzeń, dzięki której być może zainspiruje kogoś do własnych refleksji albo ktoś skorzysta z mojego przepisu na ciasteczka, który również się tu pojawi. :) Bowiem wszystko czym się kiedyś interesowałam jest nadal obecne w moim życiu i chcę się tym dzielić, a pisząc ten tekst pragnę zapisać tę pozytywną refleksję na dłużej, żeby zawsze móc do niej wrócić w chwilach słabości i ponownie nabrać energii!

Copyright © 2020 All Rights Reserved : dominikazajczuk.com